Tak bardzo chciałam mieć wyjątkową sukienkę, że nie mogłam się zdecydować na konkretny model. Ten mętlik tak na mnie zadziałał, że stanęło na baaardzo prostym modelu. I zrozum tu kobietę ;)
Nieco przerobiony model 102 z Burdy 3/2012. Moja wersja ma jedną warstwę i jest trochę bardziej ścięta do prosta.
Za kolorem niebieskim nie przepadam, chyba że w postaci błękitnego nieba :)
Jednak "chodziła za mną" niebieska sukienka... Jak zobaczyłam ten materiał to stwierdziłam że to jest to. Co prawda w sklepie odcień wydawał się trochę mniej intensywny, ale po oczach nie jarzy, więc nie jest tak źle ;)
(wzór wężowej skóry? ewentualnie łuski ;P)
Tak prezentuje się z przodu. W torebce zakochałam się od pierwszego wejrzenia (Orsay). Kiedy poszłam sprawdzić czy na pewno mnie na nią nie stać, ku uciesze okazało się że przecenili ją o 40% :)
(Wybaczcie ten gifpal, znalazłam taką stronkę i się bawię, a zlikwidować czerni dookoła i loga nie umiem :P )
Tutaj z tyłu. Przewiązałam ją tasiemką, coby nie czuć się jak ziemniak w worku.
Boczkiem ;)
(wybaczcie minę z drugiego zdjęcia :P Nie wiem też skąd ten kontrast kolorystyczny na twarzy)
W bliżej nieokreślonej pozie ;P
I sukienka bez tasiemki.
(Zdjęcia wyszły nieco prześwietlone, nie wiem dlaczego bo były robione bez lampy. Nie znam się na tym aparacie.)
Tak oto prezentowałam się na ślubie i weselu (do kościoła za krótka kiecka, ale przeżyłam...). No może z wyjątkiem fryzury, bo włosy miałam spięte.
Pozdrawiam i już wkrótce kolejna sukienka, której drugie imię to Porażka ;)